czwartek, 6 stycznia 2011

Storczyki

Jedną z tych wielu rzeczy, jakie lubię i którymi się otaczam, to kwiaty. 
W moim małym mieszkaniu nie ma miejsca na popisywanie się. Balkon też ciasny, choć własny. Pozostaje mi tylko starać się, żeby nie przesadzić z tym, co lubię i żeby każdy kwiatek miał fajnego kumpla obok siebie i jednocześnie miejsce, by móc się rozwinąć. 
U mnie rządzą niepodzielnie od dwóch lat storczyki. I pomyśleć, że wcześniej usychały mi kaktusy i sukulenty :)  


Zaczęło się od jednego storczyka, potem po dłuuugim czasie był kolejny... a potem nastąpiła lawina storczykowa, która zakończyła się w moim domu. Hodowcą nie jestem, znam się tyle, co muszę. Raczej intuicyjnie radzę sobie z nimi. Co prawda ich liczba w ubiegłym roku sięgała setki, co przy trzech oknach w mieszkaniu było niezłym wyczynem, to teraz uspokoiłam się... poluję na fajniejsze gatunki, nie tracąc jednocześnie rozsądku przy zamawianiu. Apogeum choroby storczykowej minęło, teraz pozostaje nie poddawać się temu nałogowi ponownie :) 
 

Dziś na parapetach stoi niemal pięćdziesiąt storczyków. Mniejsze, większe... pachnące i bez zapachu. Bardziej egzotyczne i te zwykłe. 

Ale... niech no tylko kupię sobie kiedyś dom... niech tylko wysupłam kasę na szklarnię... Oj... będzie wesoło :) Polecą drzazgi z portfela... Potem ogród... potem koty... potem znowu podróże... Czy mi na to wszystko starczy życia? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz